A jutro, będę już w niebie,
Śpiewała wesoło z Aniołami.
A jutro będę już w piekle,
Grała w piłkę z Diabłami
Ale dziś leżę i płaczę
Bo ty zniszczyłeś mi życie.
Ale dziś tnę się i krwawię
Bo ty zniszczyłeś mi serce..
A ja jak ta idiotka
Czekam na ciebie kochanie.
Bo jesteś dla mnie powietrzem,
Nigdy ciebie nie złapie.
Przewiniesz się między palcami,
Przyprawisz o szybsze bicie serca,
W głowie znów mi burdel zrobisz.
Ale jak powietrze nim nagle znikniesz
Bo nie mogę cię mieć na stałe, na własność
Dlatego chcę to dziś zapisać,
Bo nie wiem czy jutra dożyję.
I chcę byś ty to dostał ,
Gdy będę już leżała w grobie.
Codziennie rano powtarzam,
Że ten dzień będzie wspaniały.
Lecz gdy kładę się wieczorem,
Przeklinam, siebie w duchu,
Bo zabić się kurwa nawet nie mogę.
Ale jutro gdy słońce wstanie,
Me serce przestanie bić.
Bo właśnie się dowiedziałam,
Że twoje bić już przestaje.
_________________________________________________
Pewnego razu, dwie zabłąkane duszyczki splotły swe losy. On tonący w beznadziei i krzywdzie. Ona w pożarze smutku i bólu płonęła. Jedno drugiemu dłoń podało, ugasiło płomień z dna wyciągnęło. Przyjaźń zaczęła pąki wypuszczać, lecz gdy zakwitła zmieniła się diametralnie. Miłość, ból w innej postaci zeszła na ich oboje. Szczęśliwi w niej się pławili, głupcy siebie nad życie wielbili. Nie widoczne pocałunki na usta swe składali. Ból jednak o sobie dał znać. Tonący jedną nogą w morzu jeszcze stał. Płonąca żywcem płomień miała za sobą. Uratowani od śmierci, z nią się witali. W pewnym momencie nerwy puściły,gdy przeszłość wróciła. Nie chciał jej krzywdzić, nie spał po nocach, prawie nic nie jadł. Bólu nie chciał dzielić, by także dla niej został. Postanowił poranić ostrymi słowami, niż powoli zabijać codziennie. Sprawił że płakała, znów umierać w pożarze zaczynała. A on tracił powietrze, zanurzał się coraz głębiej, toną. Depresja, przyjaciółka go przywitała. Lecz nie zagościła na długo. Toną dalej, ona płonęła. Do wyjazdu liczył dni, codziennie ból dozował w łzach. Ona szła w tą samą stronę. Nie doceniana przed siebie, ale przez niego uwielbiana. Umierali razem, powoli w męczarniach. On tonąc, gdy nabierał do płuc wody trzymał ją za rękę, gdy stała w płomieniach, zjadana przez nie. Z bólu i smutku, miłość się utworzyła. Która prawa trwać nie miała. Umarli młodo, gdy on wyjechał. Razem na zawsze, razem po grób, razem w bólu, strachu, cierpieniu. Razem śmierć przywitali, w objęcia ją wzięli. Jak Romeo i Julia, para której nie było pisane życie. Dla siebie się oddali, umierając razem a oddzielnie.
______________________________________
Ten pierwszy tekst jest mój. Drugi zapożyczony od debila jaki zranił nie tylko mnie. Niech już sobie odpuści kochanie i niech tak zostanie na wieki wieków

Komentarze
Prześlij komentarz